O tym jak Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego postanowił odebrać prawa poszukiwaczom i jak Wojewódzki Sąd Administracyjny je przywrócił.
Z pewnością każdy poszukiwacz, który swoją pasję realizuje starając się o pozwolenie konserwatorskie, czy też taki który śledzi społecznościówki w internetach spotkał się choć raz z sytuacją, kiedy to wojewódzki konserwator zabytków nadmiarowo, bez żadnej refleksji i z pogwałceniem interesu społecznego, tudzież z szyderstwem dla onego, postanowił zakwalifikować śmieci, złom, czy też przedmioty pospolite jako zabytki lub zabytki archeologiczne. Tak było również w przypadku, który postanowiłem opisać.
Ale zacznijmy od początku. Pewne stowarzyszenie z północnej Polski, dla wygody nazwijmy je W., prowadziło swoje poszukiwania w okolicy miejscowości E. A że Stowarzyszenie to ceni sobie spokój oraz własną reputację owe poszukiwania prowadziło na podstawie pozwolenia konserwatorskiego. Po ich zakończeniu, zgodnie z warunkami decyzji, złożyło na ręce wojewódzkiego konserwatora zabytków inwentarz znalezisk do rozliczenia. Nie było tego wiele, bo i teren okazał się jałowy. Na cały inwentarz składały się w znakomitej większości śmieci, zruściałe guziki, złom numizmatyczny popularnych monet obiegowych i jedna zdawkowa moneta z XVII wieku. Stowarzyszenie zawnioskowało w rozliczeniu o ocenę, które ze znalezisk to zabytki, a które nie, oraz oznajmiło że byłoby zainteresowane własnością wszystkich przedmiotów nie zabytkowych na podstawie art. 187 kodeksu cywilnego. Jako że Stowarzyszenie W. z doświadczenia zdawało sobie sprawę z tego, że urzędy konserwatorskie raczej stopiłyby w tyglu wszelkie znaleziska spod szpadla poszukiwacza niż mu cokolwiek oddały, stąd nie spodziewało się w tym przypadku jakichś nowinek. I tak się stało jak się Stowarzyszenie W. spodziewało. Otrzymało do wiadomości decyzję administracyjną o przekazaniu całego inwentarza jako zabytki archeologiczne do muzeum w E. Tym razem jednak Stowarzyszeniu się ulało i postanowiło się ono od tej decyzji odwołać do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Poniżej ów inwentarz i orzeczenie.

Za podstawę orzeczenia WKZ przywołał art. 35 ust 3 i 4 ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami czyli, że „Miejsce przechowywania zabytków archeologicznych odkrytych, przypadkowo znalezionych albo pozyskanych w wyniku badań archeologicznych bądź poszukiwań, o których mowa w art. 36 ust. 1 pkt 12, określa wojewódzki konserwator zabytków, przekazując je, w drodze decyzji, w depozyt muzeum lub innej jednostce organizacyjnej, za jej zgodą” oraz że jednostka ta ma zapewnić konserwację, trwałe przechowywanie i udostępnianie dla nauki.
Śmieci zabytkami archeologicznymi?? Toż to kpina z… z tego, no… z interesu społecznego. No i jak Stowarzyszenie postanowiło tak też uczyniło. Odwołanie to rzecz strasznie nudna i upstrzona artykułami ustaw, cytowanym orzecznictwem i piśmiennictwem. Aby zaoszczędzić ziewnięć opowiem tak po krótce. Stowarzyszenie przywołując art. 7 i art. 107 § 1 kodeksu postępowania administracyjnego zarzuciło konserwatorowi, że ten nie przeprowadził dowodu oceny przedmiotów, do czego zobowiązany był przez ustawodawcę, tylko a priori nazwał wszystko jak leci zabytkiem archeologicznym. Przepisy zaś nakazują by organ podjął wszelkie czynności niezbędne do dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz do załatwienia sprawy, mając na względzie interes społeczny i słuszny interes obywateli, a także by zawarł w swojej decyzji uzasadnienie faktyczne i prawne. Zażądało Stowarzyszenie by konserwator w drodze autokontroli, bądź minister w zastępstwie jako organ odwoławczy zmienił zaskarżoną decyzję co do kwalifikacji klamotów w oparciu o przeprowadzony dowód oceny. Konserwator nie wykorzystał swojej szansy na poprawę, więc odwołanie trafiło na biurko ministra. Ten zaś myślał, myślał i wymyślił, że Stowarzyszenie nie jest stroną w sprawie i sprawę umorzył. Dacie wiarę? Odebrał poszukiwaczom prawo strony!
Na takie qui pro quo Stowarzyszenie uznało, że tak być nie może. W państwie prawa instytucja państwowa nie może wedle własnego widzi mi się odbierać praw obywatelom. Czas było wytoczyć większe działa w postaci skargi na ministra do wojewódzkiego sądu administracyjnego. W przypadku takiej skargi skarżący musi dowieść, że instytucja państwowa wydająca decyzję złamała prawo. W tym wypadku należało dowieść, że Minister Kultury złamał art. 28 Kodeksu postępowania administracyjnego. Należało wykazać, że w procesie kwalifikowania przedmiotów z poszukiwań poszukiwacze są stroną. Aby ułatwić Wam, czytelnicy pisanie Waszych skarg w podobnych sprawach pozwolę sobie zacytować bezpośrednio ze skargi.
Stowarzyszenie W. wywodzi swoje prawa z zapisów art. 187 § 1 kodeksu cywilnego, który stanowi że rzecz znaleziona, która nie zostanie przez osobę uprawnioną odebrana w ciągu roku od dnia doręczenia jej wezwania do odbioru, a w przypadku niemożności wezwania (przyp. do odbioru) – w ciągu dwóch lat od dnia jej znalezienia, staje się własnością znalazcy, jeżeli uczynił on zadość swoim obowiązkom oraz art. 189 kodeksu cywilnego, który stanowi że jeżeli rzecz znaleziono w takich okolicznościach, że poszukiwanie właściciela byłoby oczywiście bezcelowe, staje się ona przedmiotem współwłasności w częściach ułamkowych znalazcy i właściciela nieruchomości, na której rzecz została znaleziona […]. Prawa swoje Stowarzyszenie W. wywodzi także z art. 12 ust 4 i 5 ustawy o rzeczach znalezionych, które określają że właściwy starosta może odmówić przyjęcia rzeczy, której szacunkowa wartość nie przekracza 100 złotych, chyba że jest to rzecz o wartości historycznej, naukowej lub artystycznej. W przypadku odmowy przyjęcia rzeczy przez właściwego starostę znalazca albo właściwy zarządca może postąpić z rzeczą według swojego uznania oraz art. 13 ust 2 […] Właściwy starosta poucza znalazcę o prawie do żądania znaleźnego oraz zasadach nabycia własności w przypadku bezskutecznego upływu terminu do odbioru rzeczy przez osobę uprawnioną. […]. Nadto warto zaznaczyć, że wniosek złożony w sprawozdaniu z poszukiwań organ I instancji słusznie uznał za sprawę indywidualną w myśl art. 1 pkt 1 kpa i kwalifikacji przedmiotów dokonał w drodze decyzji administracyjnej. Przedmiotem odwołania była jednak sama kwalifikacja, która dokonana została bez przeprowadzenia ewaluacji, w tym przeprowadzenia dowodu oceny, czego niezbędność przedstawiono powyżej. Skarżący w swoim odwołaniu wskazał nie tylko na brak dowodu oceny, ale także przedstawił szereg argumentów, w tym piśmiennictwo, że kwalifikacja była błędna. Aby wyczerpać listę praw strony w zakresie prawidłowej kwalifikacji przedmiotów, należy jeszcze dodać o prawie do nagrody za znalezienie zabytku archeologicznego, wynikającego z zapisu art. 34 ust. 1 ustawy o ochronie zabytków (osobom, które odkryły bądź przypadkowo znalazły zabytek archeologiczny, przysługuje nagroda, jeżeli dopełniły one obowiązków określonych odpowiednio w art. 32 ust. 1 lub w art. 33 ust. 1). oraz prawie do nagrody za znalezienie zabytku wynikającego z art. 11 ust. 1 ustawy o rzeczach znalezionych (w przypadku gdy rzecz znaleziona jest zabytkiem lub materiałem archiwalnym i stała się własnością Skarbu Państwa, znalazcy przysługuje nagroda.).
Jak widać praw poszukiwacze mają sporo i na tych prawach mogą oprzeć swój przymiot strony w kwalifikowaniu przedmiotów zgłoszonych w inwentarzu z poszukiwań. A dlaczego twierdzę, że mogą? Bo tak właśnie orzekł w swoim wyroku w imieniu najjaśniejszej Rzeczpospolitej Polskiej Wojewódzki Sąd Administracyjny.

Czy jednak chodziło w tej sprawie o te przedmioty? W żadnym wypadku. Chodziło o napiętnowanie, a może i wyhamowanie tej patologii uznawania wszystkiego pochodzącego od poszukiwaczy jak leci za zabytki, bez jakiegokolwiek uzasadnienia. Wyrok ten, ufam szczerze, może stać się dobrym narzędziem w analogicznych sprawach. Jest on i pozostanie już na zawsze w obrocie prawnym, wszak orzeczenie jest prawomocne. Z całością orzeczenia możecie się zapoznać w Centralnej Bazie Orzeczeń Sądów Administracyjnych na stronie https://orzeczenia.nsa.gov.pl/pod sygn. akt. VII SA/Wa 2905/24. Z najistotniejszych treści uzasadnienia sądu w mojej ocenie to:
Kluczową w rozpoznawanej sprawie kwestią, jest posiadanie przez stronę skarżącą statusu strony. Brak interesu prawnego, a w konsekwencji przymiotu strony, stanowił bowiem przyczynę umorzenia postępowania odwoławczego. Rozstrzygając tę kwestię w pierwszej kolejności należy wskazać, że przepisy ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami nie zawierają norm regulujących posiadanie przez określone podmioty legitymacji strony postępowania w sprawach rozstrzyganych w oparciu o tę ustawę, a zatem – w sprawach tych zastosowanie znajduje zasada ogólna wynikająca z art. 28 k.p.a. Stosownie do dyspozycji art. 28 k.p.a., stroną jest każdy, czyjego interesu prawnego lub obowiązku dotyczy postępowanie albo kto żąda czynności organu ze względu na swój interes prawny lub obowiązek. Uprawnienie to oparte jest na przepisach prawa materialnego i przysługuje jedynie podmiotom, których interesu prawnego lub obowiązku dotyczy postępowanie. O tym więc, czy dany podmiot posiada przymiot strony w konkretnym postępowaniu, decyduje norma prawna, z której dla tego podmiotu wynikają wprost określone prawa i obowiązki. Interes prawny pojawia się wówczas, gdy istnieje związek między obowiązującą normą prawa materialnego a sytuacją prawną konkretnego podmiotu prawa, polegający na tym, że akt stosowania tej normy może mieć wpływ na sytuację tego podmiotu w zakresie prawa materialnego. Cechami interesu prawnego jest to, że jest on indywidualny, konkretny, aktualny i sprawdzalny obiektywnie, a jego istnienie znajduje potwierdzenie w okolicznościach faktycznych, będących przesłankami stosowania przepisu prawa materialnego. W ocenie Sądu organ odwoławczy nie dokonał należytej oceny istnienia po stronie skarżącej interesu prawnego zgodnie ze wskazanym wyżej rozumieniem art. 28 k.p.a. W zasadzie stanowisko organu II instancji jest wyłącznie stwierdzeniem nie popartym szerszą argumentacją.
Rzeczywiście, gdyby wszystkie przekazywane przedmioty były bez żadnych wątpliwości zabytkami archeologicznymi, twierdzenie o braku interesu prawnego po stronie Stowarzyszenia było by bardziej uzasadnione. Zgodnie bowiem z art. 35 ustawy o ochronie zabytków przedmioty będące zabytkami archeologicznymi odkrytymi, przypadkowo znalezionymi albo pozyskanymi w wyniku badań archeologicznych, stanowią własność Skarbu Państwa. W rezultacie trudno doszukiwać się interesu prawnego znalazcy tego zabytku. W przedmiotowej jednak sprawie istnieją w tym zakresie zasadnicze wątpliwości, bowiem z protokołu oględzin z dnia 5 marca 2024 r. przeprowadzonego przez przedstawiciela WUOZ Delegatura w E. i dwóch przedstawicieli Muzeum A. w E. wynika, że tylko półtorak Zygmunta III Wazy został uznany za zabytek archeologiczny, pozostałe zaś przedmioty za zabytki ruchome. W treści decyzji organu I instancji w tym zakresie nie ma żadnych ustaleń. Podkreślić jednak należy, że zarówno z treści wspomnianego protokołu jak też uzasadnienia decyzji organu I instancji nie można wywnioskować jakie wartości artystyczne, historyczne lub naukowe ww. przedmioty posiadają. Natomiast dokonanie klasyfikacji na zabytki archeologiczne, zabytki ruchome i inne przedmioty nie mające wartości zabytkowych ma zasadnicze znaczenie dla znalazcy.
W tym miejscu należy wskazać, że organ I instancji w tym ani w żadnym innym postępowaniu nie wydał rozstrzygnięcia, które by dokonywało klasyfikacji znalezionych przedmiotów. Jedyną czynnością w tym zakresie było przeprowadzenie oględzin i stwierdzenie co jest zabytkiem archeologicznym, a co zabytkiem ruchomym z przywołaniem definicji ustawowych bez indywidualnej oceny poszczególnych przedmiotów, w szczególności jakie wartości artystyczne, historyczne lub naukowe poszczególne przedmioty posiadają.
I co? Warto było, przyznajcie sami. Dobrze mieć nowe narzędzia, w tej często nierównej walce. Prawo, które odebrał poszukiwaczom minister zostało Stowarzyszeniu zwrócone przez sąd. Korzystajcie z tego, brońcie swoich praw, wnoście o kwalifikację przedmiotów z Waszych inwentarzy w drodze decyzji administracyjnej i żądajcie dowodu oceny ich wartości historycznej, naukowej i artystycznej, bo samo istnienie tych wartości nie przesądza o zabytkowości przedmiotów. Te wartości muszą być ponadprzeciętne, aby zaistniał interes społeczny, by przedmioty te uznać za zabytki i je chronić systemowo. Myślę że bardzo na miejscu byłoby tu zacytować słowa, mgr inż. arch. Michała Tadeusza Witwickiego, niegdyś doradcy Ministra Kultury: Dawność powstania obiektu jest faktem historycznym, ale nie jest wartością historyczną. Pojęcia te nie są jednoznaczne. Nie zawsze wszystko co stare od razu zasługuje na miano zabytku. Sama metryka jest mniej ważna dla oceny wartości historycznej. Obiekt dawny ma wartość historyczną, jeżeli wiąże się on z czymś ważnym lub co najmniej istotnym dla szeroko pojętej historii (miejscowej, regionalnej, kraju) i w związku z tym obiekt staje się dokumentem dziejów.
Na koniec dodam, że sprawa jeszcze trwa. Ostatnio Stowarzyszenie W. wezwało do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego do zapłaty kwoty 200,00 złotych tytułem zwrotu kosztów postępowania sądowego oraz do niezwłocznej realizacji pozostałych postanowień sentencji ww. wyroku. Śledźcie zatem aktualności, bo ciąg dalszy nastąpi. No i last but not least, bez wsparcia Polskiego Związku Eksploratorów sztuka ta by się nie udała.
Opracował:
Grzegorz Mejsner
Polski Związek Eksploratorów

